Spójrz na swojego mężczyznę, a teraz na mnie…

18 Marzec 2012

Witajcie moje pasące się owieczki po tak długiej rozłące -ponad rok minął od zamieszczenia ostatniej notki. Pewnie odrobinę rozhasałyście się w czasie nieobecności Waszego pasterza ale macie to szczęście, że serce parapecik ma dobre (taki żart -od dawna wiadomo, że serce to parapecik ma tylko w dniu Wielkiej Orkiestry i jest ono przyklejone w okolicy klatki piersiowej) i żadna kara na Was nie spadnie -no może poza psuciem wzroku podczas czytania tego tekstu… dlatego dla własnego dobra wciśnijcie krzyżyk w górnym prawym rogu ekranu i idźcie zrobić coś pożytecznego, np. napić się piwa w plenerze, bo pogoda dopisuje.

Dałem spokój męskim pizdom. Napisałem o nich dwie notki i wrzuciłem do najciemniejszego kąta pustej przestrzeni wypełniającej miejsce, gdzie powinien być mój mózg, bo wszystko było w porządku dopóki jeden z przedstawicieli Polskiego Stowarzyszenia Pizdowatości nie zabronił siedzieć na koniu i nie przypomniał mi o sobie i swoich zniewieściałych, zakompleksiałych współtowarzyszach o równie wielkim niedoborze męskości.

Pewnie nie wiecie o co chodzi a rozchodzi się o skargę do Komisji Etyki Reklamy wysłaną przez pewnego pana, którego dla potrzeb notki możemy nazwać panem ciotą. Pana ciotę bardzo dotknęła reklama dezodorantu Old Spice (którego sam używam, aczkolwiek wydania whitewater w sztyfcie) a dotknęła go boleśniej niż zły dotyk, co daje odczuć w następującym fragmencie swego lamentu:
Reklama skierowana tylko i wyłącznie do kobiet poniżająca ich mężów, mężczyzn natomiast wpędza w kompleksy i buduje tylko i wyłącznie frustrację. Proszę pomyśleć, co by się działo gdyby to była kobieta seksownie poruszająca ciałem bez stanika itp. mówiąca porównaj mnie ze swoją żoną – nierealne, – taka reklama nie zostałaby dopuszczona do emisji. Reasumując reklama ta poniża obraża i wpędza w kompleksy normalnych mężczyzn ciężko pracujących na rodzinę i niemających czasu na siłownię.”

Po przeczytaniu tej rozpaczliwej treści aż łezka zakręciła się w mym czułym jak rzeźnicza ręka oku -to z powodu olbrzymiego współczucia dla partnerki pana cioty, który swoim tekstem wywołuje raczej same pejoratywne skojarzenia, bo jeśli wpadł on w kompleksy po obejrzeniu reklamy i dopadła go frustracja to jest tak samo męski jak rajstopy for men i mężczyźni, którzy je noszą.

„Normalny mężczyzna” nie ma czasu na siłownię ale ma czas na pisanie durnych donosów, przesiadywanie przed telewizorem i wsłuchiwanie się w reklamy dezodorantu, kontrolowanie aktualności na facjatobuku, granie w gry i codzienne narzekanie na niesprawiedliwość życia a do tego chce mieć kobietę, która będzie dbać o swój wygląd. Tylko czy kobieta dbająca o wygląd zechce dzielić swoje życie z trollem, który zamiast ruszyć leniwą dupę z wyprofilowanego od nieruchliwego zada fotela w celu pracy nad swoją sylwetką, będzie wolał pierdzieć pod siebie w namyśle, do jakiej reklamy mógłby się teraz przyczepić żeby jego wybujałe ego nie zostało nadszarpnięte? I można się domyślić, że brak czasu nie sprowadza się tylko do ćwiczeń fizycznych, bo także do higieny. Generalizując, polski mężczyzna ogranicza swoją schludność do szybkiego prysznica i dezodorantu Bond, zęby czyści roczną szczoteczką a jedyny krem jaki zna to nivea i używa go jedynie zimą podczas mrozu, czego robić nie powinien, bo na mróz używa się kremów natłuszczających, a nie nawilżających. U nas mężczyznom używającym kosmetyków grozi miano metroseksualisty lub bardziej kolokwialnie -pedała, bo przecież stosowanie żelu do mycia paździary, żelu pod prysznic, odżywki do włosów jak i różnych balsamów: do ciała, twarzy, rąk czy też po goleniu jest bardziej oznaką preferencji homoseksualnych niż dbania o ciało -a reklama Old Spice’a popularyzuje właśnie taki styl, zresztą tak samo jak wszystkie reklamy kosmetyków dla mężczyzn.

Kobiety nie po to ćwiczą, smarują się balsamami, pielęgnują włosy, zęby i paznokcie, żeby później przynosić piwo z lodówki jegomościowi, który ilością miodu wypływającego z uszu mógłby zawstydzić ciężko harujące pszczoły.

Parapecik chce mieć kobietę zadbaną, u której nie doszuka się brudu pod paznokciami (takiego jak u pani podającej mu pizzę w zeszły weekend) a cudownym stworzeniem będzie istota nosząca w swojej torebce żel antybakteryjny do rąk, żebym i ja mógł cieszyć się czystością dłoni w momentach, gdy nie mam możliwości na ich tradycyjne umycie.

Jeżeli facet wpada w kompleksy i czuje się upokorzony przez jakiegoś gościa siedzącego na koniu to kobieto opuść go szybko, jakbyś ewakuowała się z publicznej toalety, bo tracisz czas na niedowartościowanego ogra, takiego jak pan ciota, który pretensję za swój kiepski wygląd i formę powinien mieć jedynie do siebie zamiast zwalać na brak czasu spowodowany pracą. Jeśli słyszysz takie wymówki to wiedz, że Twój misiaczek ma aspirację do zostania ludzką wersją świni wietnamskiej i za parę lat jego największym osiągnięciem będzie siedzenie i śmierdzenie przed telewizorem z pilotem w ręce.

Bo jeszcze się nie znalazła reklama, która by poniżała i obrażała normalne kobiety pomimo tego, że w prawie każdej są prezentowane idealne, sfotoszopowane, piękne modelki. A może po prostu kobiety mają większy dystans do siebie i nie czują się zagrożone zgrabnymi ciałami aktorek? Czy też one wszystkie są seksowne bo mają czas na ćwiczenia pomimo ciężkiej pracy „na rodzinę”, oglądania telenowel, czytania kolorowych czasopism i zajmowania się dziećmi? Oczywiście nie. Po prostu są ludzie, którzy oddzielają fikcję reklam i filmów od rzeczywistego życia oraz akceptują siebie takimi, jakimi są.


O słowach i ludziach w nie wierzących.

8 Marzec 2011

kot i pies

 

Kocham cię, jesteś dla mnie tym, czym Ściana Płaczu dla żyda. Tylko przy tobie ogarnia mnie pełnia szczęścia”

Chcę z tobą wziąć ślub i mieć dzieci, albo psa… albo chociaż wspólne słitaśne konto na fejsbuku”

Nigdy cię nie zdradzę. Nikt oprócz ciebie się dla mnie nie liczy”

 

Ilu z Was słyszało takie słowa? Ilu z Was takie słowa wypowiadało? A ilu z Was udało się dotrzymać wypowiedzianych słów, albo doświadczyć, że były prawdziwe?

Nie ważne. Gupi jest ten, kto wierzy w to co słyszy. Dojdzie do uszu takiej osoby komunikat o wiecznej miłości, o wspólnej przyszłości, o tym jak gołębie, łabędzie i wilki łączą się w pary na całe życie i już człek ten żywi przekonanie, że i jego taki błogostan czeka aż po grobową deskę (parapecik też był naiwny, ale niedawno temu to zrozumiał, dojrzał, wyszedł z przedszkola i już nie da się nabrać iluzji wyznań).

Słowa „kocham cię” z założenia obligują do wielkich czynów i wielkich wyrzeczeń. Niosą ze sobą chęć współegzystowania, bycia oparciem i partnerskiego inwestowania w związek. Dają poczucie bezpieczeństwa, gwarantują wierność, szczerość i szacunek… ale tak nie jest.

„Kocham cię” wypowiadane jest zazwyczaj automatycznie w przypływie chwilowych emocji płynących z zauoroczenia czy uzależnienia, lecz z miłością ma to tyle wspólnego, ile Don Kichot z Don Juanem. Parę dni po tym jakże wielkim wyznaniu już inne emocje biorą górę, a wtedy można usłyszeć „jednak cię nie kocham” albo „nie wiem czego chcę”.

Warto obiektywnie spojrzeć na siebie oraz tę drugą istotę w momencie, gdy poziom endorfin nie zaburza naszego postrzegania rzeczywistości. To pozwoliłoby uniknąć rozczarowań i składania obietnic bez pokrycia, a człowiekowi dojrzałemu i odpowiedzialnemu nie powinno przyjść do głowy, by wykręcać się impulsem chwili.

Porzuceni mają potem pretensje „przecież wczoraj mówiłeś, że mnie kochasz”, a w odpowiedzi słyszą „wczoraj cię kochałem”. Uczucie przeminęło. Było zwykłym produkującym brzuszne motyle zakochaniem, a nie miłością.

Wyrażanie uczuć jest ważne -przede wszystkim czynami. Słowa niech będą tylko ich potwierdzeniem, ale zastanówmy się, czy pewne werbalne demonstracje emocji nie przyniosą z czasem więcej goryczy niż radości drugiej osobie.


O porzucaniu, porzucających i porzucanych.

1 Marzec 2011

Duża ilość związków kończy się szybko i ich finisz jest pewny jak wynik walki Adama Małysza z Pudzianem. Większość ludzi nie może znieść myśli, że ich obecny partner staje się byłym partnerem, mimo że oni by tego wcale nie chcieli.

Odrzuceni idioci zamieszczają w necie nagie fotki swoich ex, budzą je w nocy głuchymi telefonami z zastrzeżonego numeru, a znajomi dowiadują się o ich najskrytszych tajemnicach i szczegółach życia intymnego. O wyzwiskach parapecik nie musi wspominać gdyż każdy SŁABY samiec w ten sposób wyżywa się na poprzedniej lubej.

Odrzucający mężczyźni zaś często tracą środek transportu do pracy bo ich samochód rano wygląda zupełnie inaczej niż poprzedniego wieczoru. Pojawiają się na nim rysy, szyby przeistaczają się w drobne kryształy, a opony dokonują samoprzebicia nożem kuchennym.

Jeśli chcecie się zemścić to z wami jest coś nie tak bo nie dopuszczacie do siebie wiadomości, że jesteście do dupy -a przynajmniej na tyle do dupy aby was zostawić. Co innego, gdy zostaliście porzuceni dla kogoś innego -wtedy jesteście po prostu gorsi od nowego kandydata. Wasza chęć rewanżu dowodzi tylko, że słusznie zostaliście wyrzuceni z ciepłego kurwidołka, a nad emocjami panujecie podobnie do polskich polityków nad władzą, czyli chujowo.

Mszczeniem pokazujecie swoim ex sympatiom, że postąpiły słusznie zostawiając Was i wywołujecie w nich współczucie -współczucie do samych siebie, że obdarzyły w ogóle uczuciem tak słabą jednostkę.

Czasem dochodzi też do gróźb i rękoczynów. Porzuceni mężczyźni wysyłają nowym partnerom smsy z pogróżkami i jeśli nadarzy się okazja to sporadycznie starają się wyrządzić im fizyczną krzywdę, która obniża ich wartość jeszcze bardziej.

Nie można się mścić za to, że ktoś przestał kochać, bo jeśli ktoś przestał Was kochać to wyłącznie Wasza wina. Przyjmijcie tę wiadomość z honorem -nie spełniacie wymagań.

Postarajcie się spojrzeć na siebie obiektywnie. Idźcie do łazienki, zapalcie światło, a wtedy powiedzcie prosto w oczy swojemu lustrzanemu odbiciu: nie posiadam cech, których on/ona potrzebuje. Muszę się doskonalić, nie dla niej/niego a dla siebie.

Nie próbujcie sobie wmawiać, że to wina drugiej strony, że to druga strona na Was nie zasługuje i to ona więcej straciła. To Wy daliście dupy.

W związku przecież chodzi o obustronne szczęście. I to nie Wy dajecie szczęście swoją obecnością, lecz ta osoba sama je czerpie z Waszej współzależności. Jeśli nagle tego najważniejszego składnika relacji zabrakło to pozwólcie im być radosnym w samotności, lub z kimś innym u boku. Nie da rady inaczej.

Nie ubłagacie czyjegoś uczucia, nie dojdziecie do niego szantażem, groźbami i okultyzmem, a walka o czyjąś miłość jest bezsensowna bo nie ma możliwości by kogoś do niej zmusić. A jeśli chcecie by ktoś był z Wami z litości to lepiej od razu idźcie się utopić w szambie pizdowatości.

Jedyny żal jaki może u Was wystąpić to żal do samego siebie -nigdy do drugiej strony. Za co chcecie mieć żal? Za to, że wybrany został ktoś lepszy? Każdy decyduje o sobie sam i jeśli w drugiej osobie coś nam nie odpowiada to mamy prawo z niej zrezygnować i szukać lepszego towaru.

I zapamiętajcie sobie jedno: wina rozstania rzadko leży po stronie porzucającego. Zazwyczaj jest to wina porzucanego (poza przypadkami różnic charakterów).


Walentynki oraz ich przeciwnicy.

9 Luty 2011

Walentynki…

 

Są dniem, w którym w uścisku dłoni spacerują uśmiechnięte pary. Są dniem, w którym kobieta zostaje obdarowana zwiędłą czerwoną różą, kartką ze ściągniętym z neta drętwym miłosnym wierszykiem a czasem też prezentem, którego zadaniem jest skrócenie facetowi drogi do łóżkowych działań -to jedna opcja.

W drugiej opcji walentynki wcale nie są spoko bo niektórych czeka lewy prosty cios na szczękę od rzeczywistości. Żony spędzą ten dzień same gdyż ich mężowie zabawiać się będą z kochankami… lub na odwrót: kochanki posiedzą jedynie w towarzystwie ich rudego kota, ewentualnie w gronie brzydkich przyjaciółek, które ze względu na swój wygląd nie mają kogoś, kto zająłby im ten lutowy wieczór.

 

 

Są też dniem, w którym multum osób demonstruje jakie to „święto” jest sztuczne, plastikowe i pełne bezguścia. Krytykują każdą obklejoną powycinanymi sercami wystawę sklepową. Wyśmiewają pluszaki, poduszki i ciuchy z napisem „aj low ju”, a także potępiają ludzi chcących w ten dzień uszczęśliwić swoich ukochanych.

Zostało już tylko parę dni do tego wywołującego sprzeczne emocje święta więc synchronicznie pojawiły się antywalentynkowe akcje, tak jak pewna na fejsbuku która skłoniła parapecika do napisania tekstu. Na światło dzienne wyszły niedojebane cipy głoszące wokół, że święto zakochanych to jedna wielka komercja mająca przełamać marazm handlowy między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą. Tylko kurwa czemu tamte święta komercją im nie śmierdzą? Czemu w Wigilię kładą pod choinką komercyjne prezenty, wysyłają komercyjne kartki i nie widzą w tym nic złego, a w walentynkowym biznesie doszukują się wyłudzania pieniędzy? Te skwierczące kutasy nie widzą powiązania między walentynkami a dniem dziecka, matki, ojca, babki, kobiet itd.

Są jeszcze ci, którzy jęczą jak pizda u ginekologa, że kochać się powinno przez cały rok, nie tylko 14 lutego. A kto im tego zabrania? Niech sobie także kochają przez pozostałe 364 dni, tylko czy w tym czasie zdarza im się choć raz zrobić coś wyjątkowego dla swojej sympatii? Walentynki są ku temu świetną okazją bo jak znam lenistwo społeczeństwa to nic nie poczynią, dopóki ktoś im nie da wyraźnego znaku do działania.

Popatrzcie na ludzi głoszących antywalentynkowe hasła. Generalizując -żadne z nich nie ma partnera. Przyczyny ich alienacji są różne: mogą być pasztetami lub męskimi cipami, mogą być co dopiero po rozstaniu, mogą mieć nieprzyjemne wspomnienia bo rok wcześniej druga połówka kopnęła ich w dupę i poszła do łóżka z innym facetem.

 

Ten gość wie jak być romantycznym w walentynki:
Pomysł na walentynki

 

Tyczy się to też tych gnijących w niezdrowych układach. Bo znajdźcie mi kogoś szczęśliwego, obustronnie kochającego kto stwierdzi, że nie obejdzie walentynek z zasady. Taka osoba zechce zrobić coś unikalnego dla wybranki. Nie musi to być za pieniądze, nie musi to kosztować ani trochę pracy, ale ma dostarczyć jej nieprzewidywalnych, prawdziwie pięknych emocji.

Parapecik zna postacie, jakie jeszcze nie tak dawno wyrażały niechęć do tego święta. Wszystko się zmieniło z chwilą poznania ważnych dla nich jednostek płci przeciwnej, z którymi mogły spędzić ten dzień pijąc szampana i kochając się do upadłego.

 

I wszystkim tym paniom, które tak się wkurwiają gdy widzą zakochaną parę, że ze zdenerwowania niemalże odpada im farba z włosów życzę, by znalazły sobie kogoś godnego uwagi i przestały pierdolić.
A panom życzę by zajęli się tymi paniami.


Jak jest w niebie, a jak w piekle… O życiu po śmierci.

21 Grudzień 2010

Umarłem… lub zginąłem -chuj wie.
Obudziłem się w pewnej, dość przytulnej recepcji, gdzie zastała mnie tabliczka w kształcie słońca przysłoniętego do połowy chmurą z widniejącym nań napisem: „Zaraz wracam. Nie odchodź bez konsultacji”.

-Co jest kurwa, czy to status na gg? Czekać nie będę -pomyślałem ruszając w stronę klatki schodowej.

Klatki schodowe mają to do siebie, że można iść do góry, jak i w dół więc wybrałem drugą opcję bo mniej męcząca.


W ten sposób doszedłem… tzn. zszedłem na samo dno tej kuriozalnej lokalizacji, gdzie było ciemniej niż w pokoju emo i panowała wyższa temperatura od tej występującej wewnątrz komputera parapecikowego przyjaciela -Radka informatyka.
Omackiem znalazłem włącznik światła. Dzięki niemu rozjaśniłem emowską czerń pomieszczenia i spostrzegłem wielkie metalowe drzwi, z których wystawała głowa jakiegoś brodatego gościa -niecodzienny widok.

-Pobudka! -krzyknąłem -Gdzie ja jestem? Zresztą mniejsza o to. Lepsze będzie pytanie: kim ty jesteś i co tu robisz Panie Głowo Przebita przez Drzwi?

Pan Głowa Przebita Przez Drzwi przebudził się i oznajmił:
-Kurwa.
Chwilę mu zajęło pozbieranie myśli:
-Kurwa -powtórzył chyba na wszelki wypadek jeśli za pierwszym razem nie usłyszałbym tego międzynarodowego powitania -Jestem Judasz. Wiszę tu już prawie 2000 lat… A tak w ogóle to co tu robisz? Pojebało Cię by schodzić do piekła? Nie lepiej było wpierdolić się po schodach na górę?
-Nie wiem Dżudi. Myślę, że bardziej pojebane jest wisieć wbitym w drzwi niż odwiedzać hades -chociaż już jest jasne skąd się wzięła nazwa wizjerów w drzwiach -Kto Cię tak urządził?
-A głupia sprawa. Była niezła balanga tu w piekle po tym jak wydałem Czizusa. Wiesz o co biega: panienki, koks, alkohol. Coś jak karnawał w Rio de Janeiro tylko muzę puszczał DJ Upadły Anioł. Po miesiącu chlania zerwał mi się film i obudziłem się wisząc w drzwiach głową po jednej a tułowiem po drugiej stronie. Oni pewnie dalej walą w gaz importowany od Hejtlera i nawet nie zauważyli, że zniknąłem a nigdy nikt nie wchodził tymi drzwiami bo wszyscy przyjeżdżają windą z góry.
-Jest winda? A ja się schodami męczyłem. Dobra stary. Otwieraj wrota to pomogę Ci się wydostać.

Usłyszałem zgrzyt, trzask i przejście zostało otwarte. Ukazał się mym oczom widok…nieziemski. Wręcz niebiański…tfu -piekielny. Wyglądało to jak nowoczesne miasto tylko w trakcie zachodu słońca. I było parno jak pod pachą Stiwena Sigala.
Pomogłem wydostać się Judkowi, za co on w podziękowaniach zaproponował:

-Chodź, zaprowadzę Cię do bossa tej pięknej…tzn. piekielnej, trywialnej krainy.
-Do Lucyfera?
-Oj chodź.

Doszliśmy do wielkiej willi, z której wybiegła tak seksowna kobieta, że nawet Jessica Alba jest przy niej pasztetem.

-Witaj parapeciku.
-Cześć mała. Trochę mi to przeszkadza, że znasz moje imię a ja Twojego ni chu chu.
-Lucyfer jestem.
-Jak to? Nie powinnaś być czerwonym rogatym facetem z ogonem, wpieprzającym sushi z dzieci, dziewic i chińczyków?
-No co Ty. To tamci z Raju dali taki rozgłos. Poza tym nie lubię chińszczyzny. Tak naprawdę jestem Lusi Sprawiedliwa, czyli Lucy Fair, ale że było to niewygodnie wymawiać zmieniłam na Lucyfer. Jak to się stało, że tu trafiłeś? Wszyscy przecież chcą iść do nieba…
-A wiesz Lucy, już dawno czułem, że tu wyląduje. Za życia podpierdalałem się z dewotek, radia maryja, księciów i kościołów. Na dodatek stworzyłem notkę o reformacji kościoła, niebie i piekle a nawet o bogu.
-O bogu? Przecież to równy gość z poczuciem humoru. Czasem wbija do nas na balangę i panienki bo tam w Raju musi świecić przykładem rodem z kościelnych opowieści… Jak usłyszy o tym, że szykuje się grubsza imprezka to przybiega szybciej od Jamajczyka w obuwiu puma. Bogu powinien wpaść w najbliższym czasie bo już dawno nie był na dziewczynkach więc jego jądra przetrzymują tyle materiału genetycznego, że mógłby nim wykarmić cały Bombaj. Dobra parapecik, welcome in hell. Masz tu dodga challengera z 1971, czyli takiego, o jakim zawsze marzyłeś i jedź do swojej willi na ulicy Mefistofelesa 7. Nie czekają tam na Ciebie żadne panienki bo słyszeliśmy o pannie O. która gdyby dowiedziała się o tym, że bajerujesz jakieś laski to by tu wpadła i zrobiła spory rozpiździec. Tak, tak, niezły ma charakterek. Jak tu kiedyś trafi to mianujemy ją Księżną Demonów.
-A ja kim będę?
-Ciebie aniołku… tzn. diabełku mianuję Czarcim Księciem. Będziesz zajmował się importem seksownych lasek do piekła.

Wnet na niebie pojawił się piorun, zabrzmiał grzmot, rozbłysły flesze, zagrały fanfary, zawrzeszczały fanki i zleciało konfetti a z góry z tempem poczty polskiej zjechała winda przystrojona światełkami jak świąteczna choinka. W tle było słychać kawałek Geri Halliwell „It’s raining man”.

-Co to? -spytałem podniecony jak mandaryna w Sopocie w trakcie występu na żywo.
-To bogu zjeżdża na bibkę. Mówiłam, że niedługo będzie.

Przyglądałem się temu zjawisku i drapałem zaciekawioną głowę tak długo, że niemalże dokopałem się do miejsca gdzie powinien być mój mózg.
Z windy wyszedł niski gość otoczony niewiastami bawiącymi się jego siwą brodą. Podszedł do nas i przemówił:

-Parapecik?! Co ty tu robisz stary zboku?
-Sam nie wiem. Obudziłem się w pustej recepcji i za chwilę byłem już tu.
-Musisz wracać do żywych i pisać nowe notki. Docieraj nimi do ludzi. Wiesz przecież, że w dzisiejszych czasach człowiek nie posiada zdolności odbierania informacji z tego co nie jest podpięte do gniazdka z prądem…
-Dobra bogu ale jeśli powiesz mi jak jest niebiańskich ogrodach.
-Tam jest lipa. Ludziowie popierdalają w białych prześcieradłach, szamają owoce i piją wodę ze źródeł. Kiedyś jedliśmy mięso ale wegetarianie zrobili bunt i zostało to zakazane. Ogólnie nuda. Żadnych koncertów, imprez i tańców. Jedyną rozrywką jest odmawianie różańca. Ludzie nawet się nie całują bo stwierdzili, że gdybym stworzył człowieka do pocałunków to nie dodałbym mu nosa… O baraszkowaniu w niebie już w ogóle zapomnij…
-Dlaczego na Górze taka bieda?
-Koszty. Do nieba chce każdy. Mamy terrorystów, gwałcicieli, pary gejów, ludzi wierzących, niewierzących i Majkela Dżeksona a kasy dostajemy tyle co piekło. Starałem się o dotację z Unii Europejskiej ale podobno się nie kwalifikujemy… Gdybym już wcześniej nie lubił pić to byłby idealny moment by zacząć.
-Dobra bogu. Spadam na ziemię i napiszę co tu widziałem.
-Cześć parapecik. Nie przejmuj się. You will be back…

Razem z Lucy Fair weszliśmy do windy. Na panelu były tylko cztery przyciski: Eden, recepcja, Meksyk i parapecikowy dom.
Lucyfer kliknęła ostatni przycisk i pocałowała mnie na do widzenia. Z języczkiem. Z głośników poleciała piosenka „prawie do nieba wzięłaś mnie” a parapecik ożył i napisał notkę.


Jaki jest Bóg?

7 Grudzień 2010

Pewnie wielu z Was, drodzy parafianie, zastanawiało się jaki jest Bóg. Czy ma brodę, czy jest podobny do świrniętego mikołaja, czy bajeruje seksowne anielice zasłaniające szparki liśćmi klonu i czy robi to na trzeźwo, czy też po pijaku.

Wy niedokształcone chochliki! Pan parapecik jako osoba religijna i aktywnie uczęszczająca do kościoła musi Wam przedstawić pana boga, a znam go już trochę bo nie raz śpiewaliśmy razem piosenki dżemu i perfectu po spożyciu paru piw. Powiedział mi to i owo o niebie, ale o tym powstanie oddzielna notka jeżeli bóg pozwoli…

Wszechmogący przedstawiony jest w biblii, księgach, dziełach malarskich, wierszach a także na demotywatorach. Na stworzenie świata potrzebuje paru dni, jak się wkurzy zsyła plagi w liczbie 10 i tyleż samo przykazań kazał kiedyś spisać jednemu gościowi na kamiennych tablicach -także ma swoich podwładnych. Niestety nigdzie nie jest tak naprawdę dokładnie opisane jaki jest bóg, ale macie to szczęście, że parapecik wie i powie.

Jest niemalże taki sam jak człowiek bo przecież ludź zrobiony został na jego podobieństwo, a na pewno parapecikowi do niego niedaleko bo wiadomo: nogi dwie są? Są. Ręce dwie są? Są. Brzuchal od piwa jest? No nad nim akurat muszę trochę popracować…

Bóg jest facetem więc lubi tworzyć… Kreować kobiety a później oglądać się za nimi na ulicy. Cudzołóstwo ze strony mężczyzn potrafi zrozumieć i wybaczyć bo sam lepi te niewiasty żeby facetom uprzyjemnić życie. Zrelacjonował, że ostatnimi czasy tak było z Jessicą Albą.

Ktoś kiedyś stęknął, że Stwórca jest wszędzie -gdy Jessica Alba nabrała kształtów Lord Niebieski był za każdym razem pod jej prysznicem podczas kąpieli -farciarz. I właśnie w takich momentach działy się złe rzeczy na świecie bo Pan zajęty był oglądaniem zgrabnego ciałka -nie czepiajcie się bo chwila relaksu należy się każdemu a on ma ciężką robotę.

 

Pytacie: gdzie był bóg gdy zrobiliście kupę a spłuczka nie działała?; gdzie był bóg gdy skończył się papier toaletowy?; gdzie był bóg gdy wasza córka puściła się z tym gamoniem z naprzeciwka? Znacie już odpowiedź. Podglądał Jessicę Albę albo sączył zimne Tyskie w parapecikowym towarzystwie.

Wierzący nazywają Go stwórcą i uważają, że nadał kształt wszystkiego co jest na ziemi. No rzeczywiście, dużo rzeczy zbudował, trochę zburzył jak się wkurzył, ale wyznawcy przesadzają bo np. kebaby robią turcy, chińczyki opracowują nowe technologie, produkują pomidory i szyją koszulki, a araby stawiają budowle wyjebane jak o rzesz kurwa ja pierdolę:

 Wyjebana wyspa

 

Bóg kocha kobiety. Jest dla nich miłosierny dlatego żyją dłużej niż faceci ale za karę, że kiedyś przedstawicielka płci pięknej -Iva- zerwała owoc z drzewa, rzucił na nie klątwę w postaci rodzenia dzieci. Na początku Ewa miała zapłacić krwią za swój niecny uczynek ale bóg był taki litościwy, że rozłożył jej to na raty więc oprócz wytwarzania dzieci, Ewcia dostała również pierwszego okresu… i wtedy też rozwinął się przemysł podpaskowy…

Bogu to naprawdę pracowity gość. Wy nie pamiętacie bo młodzi jesteście, ale parapecik pamięta jak bogu się męczył nad stworzeniem świata który znacie. Sześć dni zasuwał w pocie czoła żeby zaprojektować wam wszystko. Siódmego dnia odpoczywał i dlatego ten ziemski padół ma pewne niedoskonałości. No cóż, w jego robocie niedziela jest dniem wolnym i każdy z Was byłby już zmęczony, szczególnie po dniu szóstym kiedy to sporządził dziewicze modele Simów i umieścił w pierwszej wersji The Sims. Gdyby harował jeszcze w niedziele to może świat byłby lepszy.

 budowanie świata

Bogu jest komikiem. Ależ ten gość ma poczucie humoru. Opowiada najlepsze kawały ale czasem parapecik się zastanawia czy bogu takie zwierzęta jak lemur myszaty albo lama zrobił dla żartu, czy przez przypadek…

 

 śmieszne zwierzęta

Do niedowiarków i ateistów:
Powinniście wierzyć w boga bo są pytania na które google nie udzielają odpowiedzi i czasem dzieją się rzeczy o jakich Edyta Górniak nawet nie śniła. A jeśli nie w boga to wierzcie chociaż w kosmitów.
Nie mówcie „bóg zapłać” za ten tekst bo bogu już mi zapłacił. Nawet wydałbym mu resztę ale nie chciał przyjąć…


Poradnik dla kobiet: Jak zrobić loda partnerowi.

5 Listopad 2010

 

 

Będąc z dziewczyną na romantycznej kolacji, jadąc samochodem, oglądając film, w każdym etapie życia, wykonując dowolną czynność myślisz tylko o jednym. Masz ochotę na loda.

Niektóre kobiety pomimo tego, że bardzo chcą go zrobić to nie wiedzą jak się za niego zabrać. Robienie loda nie jest wcale skomplikowaną operacją jednak nieliczne z niewiast zadają pytanie jak zrobić loda: mężczyźnie, koledze z pracy, chłopakowi, mężowi, sąsiadowi czy też Justinowi Bieberowi (ale te już są pojebane jak meksykańskie telenowele).

Moje drogie panie, jest na to nie jedno rozwiązanie i to od was zależy, które z nich wybierzecie, ale najważniejsze są dobre chęci. Przede wszystkim musicie wziąć pod uwagę, że nie każdy facet lubi tego typu mizianie językiem, ale jednak spora większość to uwielbia więc nie tak łatwo trafić na gościa, któremu mogłaby się nie spodobać Wasza ciężka praca.

Chcesz by facet nigdy o Tobie nie zapomniał? -Zrób mu takiego loda jakiego nie zrobiła i nie zrobi żadna inna.

Mamusie mówią córkom, że serce mężczyzny zdobędą gotowaniem -i jest to prawda, ale dobrze zrobiona gała to dobrze zrobiona gała i nic jej nie zastąpi.

Jeśli samiec będzie miał do wyboru dwie kobiety to wybierze tę, która lepiej robi loda (oczywiście jeśli nie będzie mógł mieć obu na raz):

 dwie kobiety chcą zrobić loda

Aby przełamać pierwsze lody musicie nastawić się psychicznie do tej robótki już rano. Wyobraźcie sobie jak to będzie wyglądało i jaką przyjemność sprawisz tym działaniem swojemu (lub tam czyjemuś) facetowi. Bardzo istotne jest energiczne ubijanie śmietany, ale czynności wypiszmy w punktach.

  1. Śmietanę kremówkę – ubić na sztywno.
  2. Do oddzielnego pojemnika wbić 3 jajka i wsypać pół szklanki cukru – to ubić do białości.
  3. Ubite jajka z cukrem wlać do ubitej śmietany i delikatnie wymieszać.
  4. Powstałą masę wlać do pojemnika, zmieszać z kakaem, czekoladą lub owocami, po czym włożyć do zamrażalnika na 6 lub więcej godzin.

 

Kobitki, róbcie więcej lodów niż Algida, a zadowolicie każdego faceta.

Wiem, że większość z was jest zboczona i myślała o innych lodach -o jakich nie wiem bo jestem zbyt niewinny, ale już nawet producenci tegoż specjału wymyślają nazwy, które przyciągną klientki (lub gejów):

 

Pozdrowienia dla wszystkich lodziarek:)


Idealny facet.

5 Październik 2010

Idealny facet jest wysokim, wysportowanym brunetem, ładnie pachnie, ma zgrabny nos i modnie się ubiera -czyli tym ostatnim często przypomina geja. Ma poczucie humoru, pewność siebie, twardy tyłek, większość zębów, świeży oddech, dobry status materialny i jest wobec ciebie czuły, troskliwy, a nawet raz w roku szczery -szczególnie gdy przytyłaś.
Kiedy cię bije to tak, że nie zostawia śladów i robi to tylko wtedy, gdy masz na to ochotę a w pobliżu nie ma żadnych osób postronnych. Poświęca ci należytą ilość czasu ale ma też swoje życie prywatne.

Taki idealny facet posiada wiele ważnych cech nad którymi parapecik mógłby długo dywagować, jednak najistotniejszą cechą jest ta, że wyżej wspomniany osobnik NIE ISTNIEJE.
-Nie ma uniwersalnego ideału, który pasowałby każdej z was.

Parę parapecikowych koleżanek, zapytanych o doskonałego samca opisało swój ideał mężczyzny. Pomijając obowiązujące współcześnie kanony piękna, przedstawiły zespół cech, które jej wymarzony fagas powinien posiadać -i wiecie co? Tylko nieliczne się powtarzały.

Czyżby wyglądało na to, że ideałów nie ma?
Bo przecież każdy ma wady i słabości. Jeden drobny, negatywny szczegół może zaważyć o tym, że obecny partner staje się tylko przykrym wspomnieniem -takim jak wczorajsze głośne pierdnięcie wśród znajomych. Wystarczy, że nie zakręca pasty do zębów, dłubie w nosie, grzebie palcem w odbycie i zachęca swoją sympatię do jego powąchania, odlewa się do doniczki z kwiatami lub przypala kota sąsiadki. Niektóre zachowania są do przyjęcia i mogą być tolerowane, niektóre zaś irytują bardziej niż reklamy na polsacie i nie pozwalają na dalsze współżycie.

A gówno prawda.
Kobiety twierdzące, że nie ma ideałów są idiotkami. Nawet więcej: idealni faceci są ciągle obok tych idiotek (tyle że spełnieniem marzeń to oni są dla innej kobiety/innego geja a nie dla niej).

Każdy jest dla kogoś idealny. On może być wymarzonym okazem dla kobiety z małymi cyckami:

Perfekcyjny samiec może być niski, wysoki, gruby, chudy, inteligentny, głupi. Może być blondynem, brunetem, rudym, łysym, pojebanofryzurowym.
Może być kochany równie dobrze za to, że opuszcza po sobie deskę, jak i za to, że nigdy tego nie robi i dodatkowo notorycznie zapomina o spuszczeniu wody. Może być czyimś ideałem pomimo tego, że wstydzi się upomnieć o źle wydaną resztę w sklepie jak i wbrew temu, że w sytuacji zagrożenia wali od razu z dyni.

Ideał nie jest z góry określony. Każdy ma osobne wymagania i ceni w partnerze inne cechy, ale głosząc teorie „ideałów nie ma” musisz być albo samotna, albo w chujowym związku.
Jeśli doskwiera Ci samotność to niestety tylko zbliżając do siebie osobników płci przeciwnej masz szansę dowiedzieć się czy ktoś spełnia listę Twoich wymagań -a taki ktoś jest na pewno, tylko niekoniecznie na tej półkuli.
Jeśli jesteś w związku i budząc się obok faceta zauważasz w nim wady, które kwalifikujesz jako nie do zniesienia to skończ to czym prędzej -on nie jest i nie będzie twoim wymarzonym księciem.

On jest kochany przez swą kobietę za “poczucie stylu” -czyli za to, że ubiera się gorzej od swojej babci:

Idealnym mężczyzną będzie dla was ten, którego będziecie kochać wraz z jego niedoskonałościami. Będziecie kochać go pomimo chrapania w nocy, piwnego daszka na ptaszka jak i sporadycznego dłubania w zębach. I właśnie tego faceta nazwiecie idealnym bo waszym ideałem jest ktoś, kto posiada wady. To przecież takie proste… Świat jest pełen ideałów.


Z polskim mężczyzną kobity idą na randkę.

12 Sierpień 2010

No może niekoniecznie polskim, ale jakoś fajniej tak brzmi i notka dotyczy też trochę higieny, z którą wg ekspertów Polacy są na bakier.

Typowa randka:

Babeczki mają w swojej wyobraźni jakiś ideał mężczyzny. Czasem też zdarza się im takiego pana spotkać…a przynajmniej na początku tak myślą bo motyle w brzuchu zaburzają ich obiektywne rozumowanie. Niech stracę -o idealnym facecie będzie oddzielny tekst jeśli zechce mi się takowy napisać.

Wracając do tematu… Wydaje im się, że umówione są z fajnym jegomościem. Może to być randka w ciemno jak i z osobą poznaną przez internet bo niestety kobietki uboższej urody są na takie wielokrotnie skazane. Miały nadzieje na spotkanie księcia z bajki… Tak, tak kurwa,. Przeliczyły się znowu. Na miejscu pojawił się Shrek zamiast wysoko urodzonego członka szlachty z małą koroną na łbie i kolorową krainą leżącą za siedmioma lasami. Teraz taka niewiasta może albo spieprzać do domu aby „podziękować”dobrodusznej koleżance, która umówiła ją z tym ogrem przypominającym w sumie bardziej Tołdiego z gumisiów niż Shreka, albo ponudzić się na randce i liczyć, że seks po niej (jeśli do niego dojdzie) będzie bardziej ekscytujący niż rozmowa o szkole i pracy.

Dla takiego samca randka swój początek ma już dużo wcześniej, kiedy to rozpoczyna przygotowania do zapoznania się z „kolejną dupeczką”. Udaje się do łazienki w celu przyszykowania do zbliżenia:
- Myje zęby -nie dłużej niż 15 sekund bo może zje pizzę lub kebab ze swą lubą a wtedy szczotkowanie poszłoby na marne.
- Zdejmuje śmierdzące skarpetki, ale nie myje stóp bo musiałby wziąć prysznic a korzystał z niego przedwczoraj -to przecież niedawno.
- Patrzy na paznokcie pod którymi z pewnością powstała jakaś obca cywilizacja, ale nie wpada na pomysł, że wypadałoby je umyć.
- Wącha się pod pachami i stwierdza, że mycie ich jest zbędne. Wystarczy popsikać je trochę dezodorantem i będzie zajebiście.
- Goli zarost -trochę niedbale bo normalnie robi to tylko od święta. Zacina przy tym paździarę w czterech miejscach, ale był gotowy poświęcić trochę krwi dla gładkości.
- Ubiera się w najlepsze ciuchy. Wącha sweter -trochę śmierdzi, ale jego też można popsikać przecież dezodorantem. Majtek nie zmienia bo wczoraj obracał je na drugą stronę więc nie ma przeszkód aby wciąż je nosić, a narta z tyłu nie jest jeszcze aż tak bardzo widoczna.
Czyste skarpetki są jednak podstawą (Czyste nie oznacza świeże). Muszą być czyste żeby ładnie w sandałach się prezentowały…
- Przed opuszczeniem domu korzysta jeszcze z toalety. Oddając mocz uwalnia głośnego bonka, po czym zapina spodnie, spuszcza wodę i wychodzi… Taaak, zgadza się. Coś tu kurwa nie gra. Nie umył rąk między sikaniem a ewakuacją z kibla.

Gdy już nasza para się spotka przychodzi pora na zapoznanie. Ona i on.

Rycerz ten mocno ciągnie żeńską, kruchą rękę kierując ją na usta w celu ucałowania serdecznym, wilgotnym cmokiem. Jej euforia, że wreszcie trafiła na dżentelmena opada jak cycki w podeszłym wieku w momencie, kiedy wyciera chusteczką swoją kończynę górną od śmierdzącej, lepkiej śliny ściekającej po ręce jak gile z dziecięcego nosa. Zanim się przedstawia, rzuca jednym lub dwoma komplementami dotyczącymi urody i zazwyczaj są to bardzo wymyślne komplementy jakich nigdy jeszcze ta niewiasta nie słyszała, np. „ale jesteś piękna” lub „ale masz piękne oczy”. Dopiero teraz damulka wyczuwa zapach piwa, które książę wypił „na odwagę” przed spotkaniem.

Jego szczyt ambicji to wyjście do kina gdyż wg niego tylko tam można siedzieć blisko siebie i nie trzeba rozmawiać, a nasz bohater wie, że nie ma co się przechwalać swoimi uzdolnieniami werbalnymi i inteligencją na pierwszym spotkaniu -na to przyjdzie czas a jak na razie to jest napalony i ma ochotę na „jebaczkę”. W drodze na seans ślepia jegomościa są monopunktowe -kulturalnie spoczywają na piersiach towarzyszki -może kobita go nimi zahipnotyzowała?
Po dotarciu do kinowej kasy Tołdi pragnie zapłacić za oboje. Kobita stara się mu wytłumaczyć, że nie jest jedną z tych dziewczyn którym trzeba stawiać, ale on dalej utrzymuje się przy swoim. Dobra, babeczka dała za wygraną. Niech mu będzie -uznała swoją porażkę w tym sponsorskim dylemacie. On idzie po bilety…ale…zaraz wraca… aby pożyczyć od niej 20 zł bo mu zabrakło.
W trakcie filmu osobnik ten bardzo wyraźnie inicjuje kontakt fizyczny. Robi to z delikatnością tarana wyważającego bramy zamku. Jego ręce przypadkowo padają na piersi, uda, głowę, kark i kolana.

Po pasjonującym, przypominającym „szkołę przetrwania” czasie spędzonym na filmie następuje pora na romantyczny spacerek, podczas którego delikwent opowiada streszczenie swojego życia. Niestety wspomina wyłącznie te najciekawsze fakty: o tym jaką to on ma twardą głowę do alkoholu, kogo to on nie zna, gdzie to on nie był, ile to on nie zarabia, ogólnie jest typowym co-to-nie-on-em.

Baaardzo zadowolona z randki kobitka prosi swego kompana by odprowadził ją do domu, bo już jest późno, ciemno i boi się wracać sama. Supersamiec oczywiście odczytuje prośbę na swój zdobywczy sposób, czyli jako „zapraszam cię na noc do siebie” i czuje w okolicy krocza, że jest już bliski seksualnego triumfu. Zaczyna go ogarniać łóżkowa ekstaza, w trakcie której przystępuje do opowiadania o kogucikowych podbojach innych kobiet, oraz o wszystkich swoich byłych partnerkach, które niespodziewanie były wg niego dziwkami i szmatami.

Gdy doszli do jej miejsca zamieszkania ona zaczęła szukać kluczy w torebce. On bezsprzecznie odebrał to jako kolejny znak mówiący „mam na ciebie ochotę” bo w „Hitchu” (z Willem Smithem w roli głównej) było powiedziane, że jeśli laska bawi się kluczami zanim otworzy drzwi to z pewnością chce czegoś więcej…
Dzielny zuch rzucił się na nią jak arab na ropę, przygniótł swoim cielskiem do ściany jakby walczył w sumo i wepchnął język tak głęboko, że uderzał nim w jej migdałki na miarę kościelnych dzwonów. Po chwili zabrakło mu oddechu zatem postanowił zaczerpnąć powietrza i zdziwił się bardzo gdy dziewczyna puściła pawia prosto na jego zajebisty sweterek a la Kononowicz, po czym zwiała do domu.

On po powrocie do swojego gniazdka wysłał jej SMSka, że jest zimną, oschłą suką, a ona stwierdziła, że już nigdy nie pójdzie na randkę z nieznajomym -nawet jeśli miałby być tak zajebisty jak ten, z którym była dzisiaj.

Typowy polaczek na randce:


Zmierzch. Zaćmienie. Przeczytaj zanim pójdziesz do kina.

4 Lipiec 2010

Parapecik był w kinie. Pomyłka. Parapecik był (niestety) na filmie, którego tytuł brzmi „zaćmienie” i oznacza stan umysłu głównej bohaterki Jogobelli Skłon -zwanej przez znajomych „Bella” ze względu na używanie podpasek i tamponów tej właśnie firmy.

Pominę już, że nienawidzę seansów na których są słitaśne małolatki wpieprzające jakieś ciężkostrawne gówno z szeleszczących opakowań -dupy im rosną a mnie wkurwia hałas. W ich wieku powinno się chodzić do kina, a nie oglądać film -tak robił parapecik.  Ciągle tylko: „hytyszyty, chrup-chrup-chrup, hytyszyty, chrup-chrup-chrup” i jeszcze ten smród chujowych czipsów roznoszący się podobnie do chmury pyłu wulkanicznego nad Polską.

Film bardzo interesujący. Ciekawy jak debata w sejmie, przerywany westchnieniami napalonych nastolatek w momentach pojawienia się na ekranie „boskiego” Edłarda Kalena, albo półnagiego Dżejkoba.

W trzeciej części Bella przedstawiona jest jako jeszcze większa idiotka niż w poprzednich dwóch obrazach. Dialogi są wyśmienite jak ciepłe, wygazowane Królewskie Mocne pite na słońcu i dotyczą tylko wyznawania miłości:

Dżejkob: Bello, kocham cię jak pełnię księżyca.

Bella: Dżejkobie, też cię kocham, ale Edłard jest bożyszczem nastolatek więc go kocham trochę bardziej i on ze mnie zrobi wampirka.

Edłard: Bella kocham cię jak surową wątróbkę. Ożeń się ze mną to będziemy mogli się bzykać, bo jestem staroświecki i przed ślubem to ni chu chu.

Bella: Och mój Edłardzie. Kocham cię bardziej niż Dżejkoba, ale pokopuluj ze mną wreszcie, a jeśli nie to polecę na muskulaturę Dżejka.

Najważniejsze (właściwie to jedyne, które zapamiętałem) fragmenty filmu:

-Bella uderzając Dżejka w paździarkę złamała sobie rękę.
-Bella chce się bzykać z Edkiem, ale on wymięka.
-Jasper opowiada historię jak spotkał trzy gorące laski, ale one okazały się „zimnokrwistymi” sukami.
-Edek oświadcza się Belce.
-Dżejk tuli od tyłu grubą belę na oczach Edka.
-Kalenowie połączyli siły z wyrośniętymi psami przeciwko złym wampirkom i była solówa w lesie.

Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. 80% filmu to przytulanie Edłarda do Belli, a czasem Belli do Edłarda i rozmawianie o uczuciach. Z całego filmu fajna jest tylko bitwa między dobrymi wampirkami w sojuszu z wilkami, przeciwko złym-ciotom-wampirkom.
“Zaćmienie” może podobać się tylko małolatkom zakochanym w Edłardzie i gejom zakochanym również w Edłardzie. Panna O. która mi towarzyszyła na filmie (a raczej to parapecik jej towarzyszył, bo obejrzenie tej dotychczas powstałej sagi nie było moim marzeniem) była gotowa wyjść po 30 minutach filmu -rozumiała moje przysypianie i zainteresowanie filmem, bo był mdły jak piosenki Kasi Cerekwickiej.

Zagadka:
Jak Edłard i Bella radzili sobie gdy ona miała okres?


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.