Nagość na basenie -spierdalaj.

31 Marzec 2010

Intrygujące:

Jakie zadanie ma spełniać owa prośba? Czy w dzisiejszych czasach osoby dorosłe deprymują golizną dzieci?
Czy „dziecko” ze wzmiankowanej kartki jest tu określone:

-pod względem prawa -czyli jest poniżej 18 roku życia?

-czy może pod względem rozwoju i ma mieć mniej niż 11 lat?

Powinni to określić, bo nie wiem, w którym przypadku jestem proszony o schowanie fiuta w gacie.

 

Jaki problem rozwiąże nie zaobserwowanie przez dzieciaków powszechnej męskiej pały? Opiekunowie chcą by pierwszy penis, jakiego zobaczy ich podopieczny był jego własnym? Domyślam się, że kartka została zawieszona z inicjatywy dewocjonalnych rodziców, którzy chcieli ukryć przed swoimi potomkami informację dotyczącą miniaturowości kutasa ich tatusia. Gdyby prawda wyszła na jaw, synkowie nie szanowaliby krótko-prąciowego ojca, a w skrajnych przypadkach zaczęliby się go wstydzić i wyśmiewać.

Wy drodzy rodzice łudzicie się, że w czasach cywilizacji medialnej, wasz dziesięcioletni syn nie oglądał jeszcze „gołych babek”, dziękując za to środkom masowego przekazu. Jeśli ma dostęp do prasy, telewizji i internetu to nie ma opcji by przegapił moment, kiedy „pan posuwa panią”. Parapecik wie o tym, bo w czasach, gdy ludzie nie mieli jeszcze dostępu do sieci, a w telewizji nie było roznegliżowanych kobietek, to parapecipiątko oglądało świerszczyki z kolegami –byłem wtedy w zerówce! To nie były subtelne gazety typu ckm czy playboy. To były „prawdziwe gazety”, w których zdjęcia skupiały uwagę na najdrobniejszych detalach damskich narządów płciowych w trakcie męskiej eksploatacji.

Obecnie gnoje mają ułatwioną sprawę. Cycki dyndają w TV, dupy kręcą się w necie, a rozmowy o seksie słyszymy w radiu. Wszyscy myślą o swoich pociechach jak o aniołach, a te małe skurwysynki są coraz gorsze. Matki złapią się za głowę jak usłyszą dwunastolatków kłócących się o to, który z nich jest pedałem -W tym momencie mamuśki sobie myślą: „nie, mój synek nie jest taki”. Powiedziałem, że jest? Więc kurwa jest! Dzieciaki sąsiadów, sióstr, braci, par homoseksualnych, a nawet księży też takie są. Wszystkie.

Ludzie starają się ukryć goliznę na basenie, ale nie ukrywają porno w necie przed młodymi. Ostatnio uchwyciłem dwa młodzieńcze głosy rozmawiające o redtubie (czyli tej stronie, o której każdy słyszał, ale nikt z niej nie korzystał). Ci dwaj chłopcy mieli ze dwanaście lat. Ich życie jest jeszcze piękne. Do szczęścia wystarczy im: chwila intymności, komputer, internet i prawa ręka -Teraz znów matki wkraczają z myślami: „tego mój syn na pewno nie robi”. Odpowiem krótko: robi. Jakby się nie masturbował byłby jakiś chory.

Rozumiem, że dorośli boją się o swoich potomków chasających pośród nagich mężczyzn pod natryskami, po tym jak dochodzą do nich słuchy o tych wszystkich pedofilach. Mogę tu uspokoić: Panowie lubiący dzieci nie idą na basen tylko do zakonu, albo zostają reżyserami i każą na siebie mówić Roman.

Informacja!

Zwracamy się z uprzejmą prośbą do rodziców dzieci korzystających z usług pływalni, aby w czasie obecności innych użytkowników, pod natryski zakładali swoim dzieciom gacie na łeb, bo my się kurwa i tak rozbierzemy.


A chciałem tylko popływać -sprawozdanie z pływalni.

31 Marzec 2010

Czwartkowy wieczór dla osoby pracującej jest porą, w której chuj wie, co robić. Dawniej bytowało się inaczej. Czwartek studencki był dniem, kiedy można było wypić jak w każdych innych dwudziestu czterech godzinach akademickiego życia..

Wspaniałe pomysły jednak wciąż nie opuszczają mojej głowy. Zakomunikowałem koledze Bartkowi, że jedziemy zmyć z siebie pot i brud tej prozaicznej egzystencji.

Wgramoliliśmy się do mojego granatowego piorunu z silnikiem 1.6 i ruszyliśmy przed siebie.

„Kierunek: basen!” krzyknął beztrosko mój towarzysz.

Euforia minęła, gdy dojechaliśmy na miejsce. Zza okienka przywitała nas serdecznie średniego wieku kobieta:

-Czego tutaj o tej porze?

-pochwalony, na 19.10 bilet proszę.

-nie można.

-czemu nie można?

-bo dzieci pływają.

-czyje dzieci?

-ludzi.

-kiedy skończą?

-o 19.45 możesz Pan przybyć.

-Pan chce teraz.

-Pan teraz nie może.

-Pan jeszcze tu wróci, szybciej niż terminator w III części.

Oczywiście informacja na temat wynajętej pływalni w tych godzinach widniała na księżycu, bo w budynku jej nie było.

Tą miłą chwilę spędziliśmy na wszelkiego rodzaju kreatywnych zajęciach, takich jak budzenie ludzi, którzy przedwcześnie poszli spać. Istotną rolę przy tej misji pełnił nieszczelny tłumik mojego automobilu. Nie na darmo tą machinę nazwałem piorunem, choć bardziej przypomina artylerię: najpierw ją słychać, dopiero później widać.

Pojawiłem się znów u miłej pani i rzekłem:

-Pan wrócił i chce kupić bilecik.

-jaki?

-taki, żeby tanio było.

-masz Pan jakąś legitymację studencką?

-jakąś mam.

-pechowo niepodbita, dam normalny.

 

Wiedziałem, że powinienem podbić tą legitymację! Zapłaciłem 6 polskich złotych za 600 sekund prysznica przed wejściem, 35 minut pływania i kwadrans zmywania z siebie tego całego syfu, którym pobrudziliśmy się w trakcie pokonywania kolejnych długości basenu.

O higienie naszej pływalni nie będę dyskutował. Basen jest stary i niezadbany. Grzybów na kafelkach jest tyle, że można by tam urządzić grzybobranie. Na szczęście woda jest cieplejsza niż przed laty, a ratownicy są odpowiedzialni i stanowczy.

 

Po relaksujących ćwiczeniach w wodzie i omijaniu podwodnych gili przyszedł czas na ostatnią kwartę tej emocjonującej godziny, czyli prysznic. Na dzień dobry, pani pilnująca naszych ubrań przyszła pooblewać posadzkę. Nie przeszkadzało jej, że my, mężczyźni właśnie się myjemy, niektórzy czuli się skrępowani tym incydentem. Prawdopodobnie dawno nie przebywali niemalże nago w obecności niewiasty. Parapecik pomyślał: jeśli ta pani nie ma ograniczeń to i ja nie będę się blokował. Gacie z tyłka poleciały na parapet. Pani Polewaczka wyszła, a szkoda. Mogła zrobić to samo albo, chociaż pokazać cycki. Byłby remis.

Po błogim czasie spędzonym w towarzystwie nagich i półnagich mężczyzn nadeszła chwila przyodziania. Wyklapkowałem spod natrysku do przebieralni. Jakże mile zaskoczyła mnie tu kobieta, która wcześniej śledziła nasze prysznicowe poczynania. Pozmywała podłogi.

Było to na tyle uprzejme, że ludzie, którzy zapomnieli laczek i chodzili w skarpetach po mokrej posadzce mieli radość wypisaną na twarzach. Szczególnie w momencie, gdy wkładali mokre stopy do butów.

Zerknąłem tylko na wesoła kartkę wiszącą na ścianie, odłożyłem na miejsce własność pływalni, czyli stary, brudny worek na buty, zadobranocowałem i wyszedłem.

Ciekawe

Czekam na aquapark. Jak na łamach TO można wyczytać: „w nowej pływalni będziemy mogli popływać jesienią 2010 roku” –tak powiedział Stańczyk -nie ten z obrazu Matejki.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.